piątek, 15 sierpnia 2014

"Mały Książę" Antoine de Saint Exupery

Już prawie 8 miesięcy minęło od mojego ostatniego wpisu, ale nie zapomniałam o lalkach, ani nie zrezygnowałam ze świata baśni. Po prostu brakowało czasu, albo nastroju do realizowania snujących się po głowie projektów i w ogóle blogowania...
Dziś chcę przedstawić kupionego już dawno na Allegro lalka, należącego do ulubionej przeze mnie kategorii "smutasów" oraz śliczną, choć trochę nadąsaną laleczkę sygnowaną przez M.Osmond. Jednocześnie - swoim zwyczajem -chcę dołożyć "happy end" do pięknej, pełnej filozoficznych przemyśleń baśni "Mały Książę".


Mały Książę pochodził z planety niewiele większej od zwykłego domu; tak małej, że niewidocznej dla teleskopów. Jedyną rozrywką w jego smutnym, samotnym życiu było oglądanie zachodów słońca, które ze względu na mały rozmiar jego planetki mógł obserwować w ciągu doby tyle razy, ile chciał - wystarczyło tylko przesuwać krzesełko.
Pewnego dnia, wśród małych, niepozornych kwiatów, jakie do tej pory rosły na planetce Małego Księcia, wykiełkowała niezwykła róża, która umiała mówić. Była piękna, pachnąca, ale bardzo kapryśna, próżna i dumna. Pomimo tego, że bardzo starannie się nią opiekował -regularnie ją podlewał i na noc przykrywał ja szklanym kloszem(gdyż obawiała się przeciągów), często narzekała i robiła mu wymówki.


Wyobrażam sobie, że Książę zgodnie z pochodzącymi z tej książeczki słowami, które stały się znanym cytatem: "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu." widział w swojej Róży piękną, choć kapryśną małą damę.


Z bliska moja Różyczka wygląda tak:


Została fabrycznie bardzo starannie wykonana i pięknie ubrana w czerwoną sukienkę, ale - aby bardziej upodobnić ją do Róży, doszyłam falbany, różyczki u dołu oraz dorobiłam przybranie głowy.

   Pewnego dnia Książę postanowić opuścić swoją planetkę i wyruszyć w podróż. Tego dnia jego Róża wyznała mu, że go kocha i powiedziała, że będzie jej go brakowało, ale go nie zatrzymywała. Może wiedziała, że prawdziwa miłość nie polega na zatrzymywaniu ukochanej osoby tylko dla siebie? Może rozumiała, że chłopiec chce poznać świat i przeżyć wielką przygodę?

   Książę odwiedził najpierw kilka małych, okolicznych planetek i poznał ich dziwnych mieszkańców, a później trafił na naszą planetę Ziemię.
W pewnym ogrodzie zobaczył wiele okazałych róż. Wtedy zrozumiał, że jego Róża nie jest wcale wyjątkowa i zapłakał. Dopiero mądry lis, którego spotkał, powoli oswoił i z którym się serdecznie zaprzyjaźnił, pomógł mu zrozumieć, że Róża, której poświęcił tyle czasu, właśnie dlatego jest  dla niego niepowtarzalna, jedyna na świecie.


   Mały Książę na Ziemi poznał też dorosłego człowieka - autora tej książki. Dostał od niego narysowanego baranka w pudełku. Baranek miał być zaopatrzony w kaganiec, aby przypadkiem nie zjadł Róży, ale Dorosły niestety zapomniał dorobić do kagańca rzemień.
Według portretu narysowanego przez autora książki Mały Książę wyglądał tak:



   Książka kończy się tym, że w rocznicę swego przybycia na Ziemię Mały Książę wraca na swoją planetkę. Opuścić Ziemię może tylko w jeden sposób: musi umrzeć, gdyż  jego ciało jest zbyt ciężkie, aby zabrać je w kosmiczną podróż. Dlatego prosi Żmiję, którą kiedyś poznał na pustyni, aby szybko i bezboleśnie uśmierciła go swym jadem. Mimo, iż Książę boi się śmierci, decyduje się na takie rozwiązanie, gdyż czuje, że jest odpowiedzialny za swoją Różę, która została sama i bezbronna. Poza tym, uświadamia sobie, że ją kocha i czyni sobie wyrzuty, że ją opuścił.


Czytelnik nie dowiaduje się, czy Książę dotarł szczęśliwie na swoją planetkę, autor zaznacza tylko, że ciałko chłopca zniknęło. Nie wiadomo też, czy baranek nie zje Róży.

W mojej wyobraźni powstało więc takie szczęśliwe zakończenie:

   Miłość i tęsknota "uczłowieczyły" Różę. Gdy Książę wrócił do domu, zobaczył, że jego planetka jest bardzo ładnie zagospodarowana. Czekał na niego nakryty do podwieczorku stół, wszędzie rosła starannie przystrzyżona trawa i kwiaty, była też spora wiązka siana przygotowana dla przywiezionego z Ziemi zwierzaka. Róża w postaci małej panieneczki, której nie zagrażał już apetyt Baranka, powitała 
Księcia pięknym uśmiechem i zaprosiła do stołu.


Wpis ten dedykuję Lalkarni - Sinestro, która zainspirowała mnie do zajęcia się Małym Księciem. :)

18 komentarzy:

  1. Bardzo się cieszę, że wróciłaś do blogowania:) Twoje historie są niepowtarzalne zwłaszcza, kiedy nadajesz im swoją własne niepowtarzalne zakończenie:)
    Różyczka jest prześlicznie urocza:) Te loczki wdzięcznie okalają słodką buźkę. A co do baranka, i tak nie zjadł by róży:) Nie na darmo róże mają kolce. Zresztą charakter tego "kwiatka" odpowiada charakterowi rośliny - piękna, ale potrafi zranić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję! :) Jak zobaczyłam Różyczkę na aukcji, to tak mi pasowała na Różę z tej baśni, że musiałam ją mieć. Na jej buzi dobrze oddano trochę wredny charakterek. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Różyczka jest przesłodka. Ślicznie przybrałaś jej sukienkę i różany kapelusik jest piękną ozdobą. Książę też bardzo ładny. Podoba mi się Twoje zakończenie.
    Bardzo się cieszę, że do nas wróciłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Zawsze wolę przybierać gotowy strój, niż szyć od nowa... ;)

      Usuń
  4. Piekne zakonczenie historii :) Malego ksiacia czytalam dawno temu... ale pamietam ze wywarl na mnie duze wrazenie. Rozyczka jes przesliczna!!!! Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Gdy przeczytałam tę książkę we wczesnych klasach szkoły podstawowej, nie byłam nią specjalnie zachwycona. Wróciłam do niej, gdy była lekturą szkolna moich dzieci i wtedy "odkryłam" ją na nowo. :)

      Usuń
  5. Zielonooka Róża wie, czego chce - nawet, gdyby nie była jedyną na planetce -
    i tak właśnie tak by się traktowała i zachowywała - i ma rację - jest
    niepowtarzalna i jedyna - bo ważna dla Małego Księcia <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odwiedziny! Właśnie te zielone i wyniosłe oczy Róży zafascynowały mnie najbardziej w tej lali. :)

      Usuń
  6. Witaj :D
    Cieszę się, że wróciłaś :D Tutaj mało jest nas "porcelanowych", ja z pingera też uciekłam ;)
    Bardzo lubię Twoje wpisy bajkowe :D i brakowało mi ich :)
    Wracając do 'Małego Księcia' to, nigdy nie przeczytałam go do końca od początku (jedynie jakieś
    fragmenty) nie chwytał mnie, no cóż bardziej wolałam 'Małą Księżniczkę' (po dziś dzień wracam
    co jakiś czas do niej) chyba jestem inna ;)
    Twoje lale jak zawsze pięknie przedstawione :D
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Rzeczywiście - mało tu na blogspocie porcelanek, a one - choć najczęściej trudne do artykulacji - mają dla mnie to wyjątkowe "coś". Chociaż ogólnie lubię wszystkie lale -małe, duże, gumowe, plastikowe i szmaciane. :)
      Ja też bardzo lubię "Małą Księżniczkę", już jej poświęciłam wpis.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Jadwigo nareszcie się odezwałaś,długo kazałaś nam czekać na kolejną cudowną opowieść przedstawioną cudowną jak zawsze inscenizacją.Przyznaję ,że nigdy nie czytałam tej książki choć treść jest mi od zawsze znana. Różyczka i książę świetnie poradziły sobie w roli bohaterów Małego księcia. .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Uleńko! Dużo się u mnie ostatnio zmieniło, postaram się niedługo zadzwonić. :)

      Usuń
  8. Śliczna Różyczka, a Mały Książę to jedna z wielu moich ukochanych książek.
    Fajnie, że jesteś:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolejne świetnie dobrane lalki do pierwowzorów! Bardzo mi się Mały Książę i Róża podobają! Super że wróciłaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Madziu! Postaram się pojawiać bardziej systematycznie. :) Smętny lalek w takim stroju akurat na księcia pasował. Mógłby być ewentualnie trochę szczuplejszy, ale trudno. :)

      Usuń
  10. a to zapraszam serdecznie do mojej porcelanki - pięknej Judith
    choć nie jest tak bajkowo i z rozmachem przedstawiana
    - bajkowy świat zna - nim trafiła do mnie - była Pocahontas...

    OdpowiedzUsuń