środa, 24 grudnia 2014

Życzenia


W Betlejem mieście Zbawiciel się rodzi,
Niech się Wam mili najlepiej powodzi!
Niech Wam służy szczęście o każdej godzinie
I niech Was dobrego nic w życiu nie ominie!


Na świątecznym zdjęciu prezentuję moje trzy lalkowe Aniołki z instrumentami muzycznymi, które udało mi się skompletować. Zawsze chciałam mieć porządną figurkę Jezuska w żłobku i udało mi się taką znaleźć na All.

Wiele się ostatnio w moim życiu dzieje, ciągłe zmiany, stresy, dodatkowe obowiązki, nie mam czasu na nowe baśniowe projekty, mam nadzieję, że sytuacja ustabilizuje się w nowym roku. W każdym razie przed świętami udało mi się uporządkować moje pudła pełne rekwizytów i "przydasiów", a to już krok w dobrym kierunku.
Serdecznie pozdrawiam wszystkich miłych Odwiedzających i życzę wesołych Świąt!

niedziela, 24 sierpnia 2014

"Dziecię elfów" H.Ch.Andersena, czyli Calineczka

Od najwcześniejszego dzieciństwa towarzyszyła mi - czytana najpierw przez mamę, a później samodzielnie- wydana przez Naszą Księgarnię książka "Dziecię elfów" - czyli baśń o przygodach malutkiej dziewczyneczki, którą przybrana matka znalazła wewnątrz czarodziejskiego kwiatu, otrzymanego od czarownicy.


Nic więc dziwnego, że od dawna chciałam znaleźć swoją lalkową Calineczkę. Okazja nadarzyła się w związku z zakupem pary malutkich (mierzących około 15 cm w pozycji siedzącej) laleczek sygnowanych przez Marie Osmond.
Wykonanie zarówno laluszek, jak i ich strojów jest dopracowane w każdym detalu, z tym że moja Calineczka przyjechała do mnie w samych skarpetkach, co mi specjalnie nie przeszkadza, gdyż i tak będzie występować boso. Jej strapiona minka pasowała mi do tytułowej bohaterki baśni, która wpadała ciągle w coraz gorsze tarapaty.
    Przybrana matka niedługo cieszyła się ze swojej uroczej,  malutkiej córeczki. Pewnej nocy, gdy Calineczka spała słodko w łupinie orzecha włoskiego, porwała ją na żonę dla swego odrażającego syna obrzydliwa ropucha.
Aby uniemożliwić dziewczynce ucieczkę, ropucha posadziła ją na liściu nenufara na samym środku rzeki.
Według ilustratorki - Olgi Siemaszko -wyglądało to tak:

A według mojej wizji, tak:


Na szczęście rybki odgryzły łodygę i liść popłynął z prądem. Do Calineczki przyfrunął biały motylek. Dziewczynka przywiązała go paskiem od sukienki do liścia - i holowana w ten sposób popłynęła jeszcze szybciej.




    Z liścia porwał Calineczkę chrabąszcz, który również chciał ja za żonę, ale później - za namową rodziny rozmyślił się. Maleńka dziewczynka została zupełnie sama. Póki trwało lato, żywiła się rosą i nektarem z kwiatków, ale gdy nastała zima, omal nie zamarzła na śmierć.
Na szczęście trafiła do przytulnej norki myszki polnej, która dała jej schronienie w zamian za pomoc w gospodarstwie i opowiadanie pięknych bajek.





Mysz miała znajomego kreta, który przychodził do niej w odwiedziny wybudowanym przez siebie podziemnym korytarzem. Gdy pewnego razu zabrał mysz i Calineczkę na przechadzkę po tunelu, zobaczyli pochowanego pod ziemią martwego ptaszka.Calineczce zrobiło się strasznie żal małej, nieżywej jaskółki. W nocy wymknęła się z nory myszy, aby jeszcze raz się z nią pożegnać. Wtedy zauważyła, że ptak jeszcze żyje - skostniał tylko od zimna. Calineczka okryła jaskółkę jak mogła najlepiej suchą trawą i całą zimę się nią troskliwie opiekowała w tajemnicy przed myszą i kretem, którzy nie lubili ptaków.


Gdy nastała wiosna, jaskółka odleciała. Chciała zabrać Calineczkę ze sobą, ale dziewczynka nie chciała okazać się niewdzięczną względem litościwej myszy.
Pewnego dnia kret oświadczył się o rękę Calineczki. Malutka odmówiła, ale mysz zmusiła ją do wyrażenia zgody, grożąc, że ja ugryzie swymi ostrymi, wielkimi zębami, jeśli będzie dalej stroiła fochy.


Calineczka z bólem serca szykowała swoja wyprawę do ślubu, który miał odbyć się jesienią. Gdy wyszła ostatni raz spojrzeć na jasny świat, kwiaty i słońce, nadleciała jaskółka, która właśnie szykowała się do odlotu do ciepłych krajów. Zabrała dziewczynkę ze sobą.
W pięknej, zamorskiej krainie Calineczka we wnętrzu kwiatu spotkała równego jej wzrostem, ślicznego, skrzydlatego duszka kwiatów, który był królem wszystkich innych kwiatowych duszków. Gdy poprosił ją o rękę - z radością wyraziła zgodę. Została królową kwiatów i przybrała imię Maja.
C.d.n. gdy uszyję ubranko dla Elfa oraz zrobię im skrzydełka. Pokażę też wtedy zdjęcie z ropuchami, na razie muszę kończyć, jutro praca. :)

piątek, 15 sierpnia 2014

"Mały Książę" Antoine de Saint Exupery

Już prawie 8 miesięcy minęło od mojego ostatniego wpisu, ale nie zapomniałam o lalkach, ani nie zrezygnowałam ze świata baśni. Po prostu brakowało czasu, albo nastroju do realizowania snujących się po głowie projektów i w ogóle blogowania...
Dziś chcę przedstawić kupionego już dawno na Allegro lalka, należącego do ulubionej przeze mnie kategorii "smutasów" oraz śliczną, choć trochę nadąsaną laleczkę sygnowaną przez M.Osmond. Jednocześnie - swoim zwyczajem -chcę dołożyć "happy end" do pięknej, pełnej filozoficznych przemyśleń baśni "Mały Książę".


Mały Książę pochodził z planety niewiele większej od zwykłego domu; tak małej, że niewidocznej dla teleskopów. Jedyną rozrywką w jego smutnym, samotnym życiu było oglądanie zachodów słońca, które ze względu na mały rozmiar jego planetki mógł obserwować w ciągu doby tyle razy, ile chciał - wystarczyło tylko przesuwać krzesełko.
Pewnego dnia, wśród małych, niepozornych kwiatów, jakie do tej pory rosły na planetce Małego Księcia, wykiełkowała niezwykła róża, która umiała mówić. Była piękna, pachnąca, ale bardzo kapryśna, próżna i dumna. Pomimo tego, że bardzo starannie się nią opiekował -regularnie ją podlewał i na noc przykrywał ja szklanym kloszem(gdyż obawiała się przeciągów), często narzekała i robiła mu wymówki.


Wyobrażam sobie, że Książę zgodnie z pochodzącymi z tej książeczki słowami, które stały się znanym cytatem: "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu." widział w swojej Róży piękną, choć kapryśną małą damę.


Z bliska moja Różyczka wygląda tak:


Została fabrycznie bardzo starannie wykonana i pięknie ubrana w czerwoną sukienkę, ale - aby bardziej upodobnić ją do Róży, doszyłam falbany, różyczki u dołu oraz dorobiłam przybranie głowy.

   Pewnego dnia Książę postanowić opuścić swoją planetkę i wyruszyć w podróż. Tego dnia jego Róża wyznała mu, że go kocha i powiedziała, że będzie jej go brakowało, ale go nie zatrzymywała. Może wiedziała, że prawdziwa miłość nie polega na zatrzymywaniu ukochanej osoby tylko dla siebie? Może rozumiała, że chłopiec chce poznać świat i przeżyć wielką przygodę?

   Książę odwiedził najpierw kilka małych, okolicznych planetek i poznał ich dziwnych mieszkańców, a później trafił na naszą planetę Ziemię.
W pewnym ogrodzie zobaczył wiele okazałych róż. Wtedy zrozumiał, że jego Róża nie jest wcale wyjątkowa i zapłakał. Dopiero mądry lis, którego spotkał, powoli oswoił i z którym się serdecznie zaprzyjaźnił, pomógł mu zrozumieć, że Róża, której poświęcił tyle czasu, właśnie dlatego jest  dla niego niepowtarzalna, jedyna na świecie.


   Mały Książę na Ziemi poznał też dorosłego człowieka - autora tej książki. Dostał od niego narysowanego baranka w pudełku. Baranek miał być zaopatrzony w kaganiec, aby przypadkiem nie zjadł Róży, ale Dorosły niestety zapomniał dorobić do kagańca rzemień.
Według portretu narysowanego przez autora książki Mały Książę wyglądał tak:



   Książka kończy się tym, że w rocznicę swego przybycia na Ziemię Mały Książę wraca na swoją planetkę. Opuścić Ziemię może tylko w jeden sposób: musi umrzeć, gdyż  jego ciało jest zbyt ciężkie, aby zabrać je w kosmiczną podróż. Dlatego prosi Żmiję, którą kiedyś poznał na pustyni, aby szybko i bezboleśnie uśmierciła go swym jadem. Mimo, iż Książę boi się śmierci, decyduje się na takie rozwiązanie, gdyż czuje, że jest odpowiedzialny za swoją Różę, która została sama i bezbronna. Poza tym, uświadamia sobie, że ją kocha i czyni sobie wyrzuty, że ją opuścił.


Czytelnik nie dowiaduje się, czy Książę dotarł szczęśliwie na swoją planetkę, autor zaznacza tylko, że ciałko chłopca zniknęło. Nie wiadomo też, czy baranek nie zje Róży.

W mojej wyobraźni powstało więc takie szczęśliwe zakończenie:

   Miłość i tęsknota "uczłowieczyły" Różę. Gdy Książę wrócił do domu, zobaczył, że jego planetka jest bardzo ładnie zagospodarowana. Czekał na niego nakryty do podwieczorku stół, wszędzie rosła starannie przystrzyżona trawa i kwiaty, była też spora wiązka siana przygotowana dla przywiezionego z Ziemi zwierzaka. Róża w postaci małej panieneczki, której nie zagrażał już apetyt Baranka, powitała 
Księcia pięknym uśmiechem i zaprosiła do stołu.


Wpis ten dedykuję Lalkarni - Sinestro, która zainspirowała mnie do zajęcia się Małym Księciem. :)