sobota, 16 listopada 2013

Panna Konstancja z "Przyjaciół mojego dzieciństwa" W Żółkiewskiej

 
Wymieniona w tytule książka, to zbiór kilku opowiadań, będących wspomnieniami z przypadającego na pierwszą wojnę światową i początek dwudziestolecia międzywojennego dzieciństwa Autorki.
Była ona dziewczynką obdarzoną bujną wyobraźnią, tak więc świat realny miesza się i przenika w tych historyjkach ze światem  marzeń, fantazji i baśni.
Pierwszy raz przeczytałam tę książkę będąc w szkole podstawowej. Na zawsze utkwiła mi w pamięci Panna Konstancja - lalka, będąca tytułową bohaterką opowiadania na końcu zbioru. Wielokrotnie wyobrażałam sobie, jak też mogła ona wyglądać i marzyłam, aby ją mieć.
 
 
Teraz, gdy kolekcjonuję porcelanowe lale, dołączyło się marzenie o posiadaniu autentycznej, sygnowanej lalki sprzed wielu, wielu lat, najlepiej - sprzed wojny.
Gdy na ebayu udało mi się taką pannę nabyć, oczywiste stało się, że właśnie ona będzie moją Panną Konstancją.
Lala posiada sygnaturę Heubach Köppelsdorf 275, tułów ma zrobiony ze skóry, a nogi od kolan - uszyte z materiału. Przyjechała do mnie bez oczu, włosów i ubrania, z urwaną jedną ręką. Wymyślenie dla niej stroju, zebranie wykrojów i materiałów oraz dodatków zajęło mi prawie rok. ;)
 
 

 
 Tak pisze o pannie Konstancji Autorka:
 
"Zobaczyłam ją po raz pierwszy w bardzo dziwnych okolicznościch. Wracałam właśnie od dentysty, pana Gelbarta, który obszedł się ze mną okrutnie. Na początku wizyty był dla mnie uprzedzająco grzeczny, co nie wróżyło nic dobrego.
-Ho, ho - pomyślałam, dygocąc ze strachu w głębokim dentystycznym fotelu - chyba mi będzie rwał ząb."
Po wyrwaniu zęba, obolała i nieszczęśliwa dziewczynka wlokła się wśród jesiennej szarugi błotnistymi ulicami miasteczka. Pociągiem miała wrócić do domu. Nagle ujrzała tłum ludzi obok jednej sklepowej witryny i dowiedziała się, że właśnie otworzono loterię fantową. Gdy przepchnęła się w końcu do samej szyby, ujrzała jedyny fant tej loterii - przepiękną lalkę.
 
"I wtedy właśnie po raz pierwszy ujrzałam pannę Konstancję. Nie nazywała się jeszcze tak, nie nazywała się jeszcze w ogóle, stała sobie tylko w dużym pudle w górnej części witryny sklepowej jako fant loterii.
Oniemiałam z zachwytu. Ludzie przepychali się, coś tam do siebie mówiąc, deptali mi po nogach, skrobali mi piety, zsuwali czapkę z głowy. Nic mnie to nie obchodziło. Nie odrywałam oczu od przepięknej lalki, wystawionej jako jedyny fant wielkiej loterii.
Nigdy w życiu nie widziałam nic równie pięknego. Królowała sama, bez dam dworu, bez paziów, bez sali tronowej i tronu, a robiła wrażenie, jakby to wszystko mogła wywołać jednym skinieniem małego palca.
Jak wyglądała ta najpiękniejsza na świecie lalka?
Och, nie była wcale kolorowa, tak jak wszystkie fanty na zwykłych loteriach. Jakby na przekór tym loteriom była cała biała. Miała białe futerko i taki sam kapturek, z białymi wstążkami pod brodą. Wstążki te były delikatne jak płatki róży, a jednocześnie połyskliwe jak promyki światła. Na białym, jedwabnym sznurku zwieszała się mufka obramowana przy otworach na ręce tą samą, tylko marszczoną wstążką."




 
"Nie zapięte na przodzie futerko odsłaniało białą, atłasową sukienkę, z przypiętymi białymi różami. Na nogach białe pończoszki i wysokie do połowy łydek safianowe trzewiki.
To wszystko byłoby piękne, ale nie najpiękniejsze, gdyby nie para srebrnych łyżew na nóżkach lalki."
 
 
"To wszystko byłoby piękne, ale nie najpiękniejsze, gdyby nie twarz lalki, okolona blond lokami, o czarnych jak smoła oczach pośrodku ciemnych rzęs.
Jakie ta lalka miała cudne spojrzenie! Jaki uśmiech!To niemożliwe, żeby była z porcelany! Ona musiała żyć, czuć, myśleć! Byłam tego pewna. Patrzyłam na nią zachłannie, z zachwytem, ze szczęściem, jakiego nigdy jeszcze nie doświadczyłam."
 
 
"- Dzień dobry - mówiłam do lalki - Jak ci na imię? Panna Konstancja, prawda? Czy umie pani jeździć na łyżwach, panno Konstancjo? Gdyby pani nie umiała, ja panią nauczę. Tu, niedaleko, pod miastem, mam świetną ślizgawkę. Gładziutką jak lustro. Będę panią prowadziła uważnie, pomału, aż się pani ośmieli i sama zacznie jeździć. Potem weźmiemy się za ręce i będziemy holendrować. A jeśli pani upadnie, podniosę panią, otrzepię futerko, umocuję łyżwy. Na mojej ślizgawce zawsze świeci słońce i jest na prawdę ładnie. Panno Konstancjo, czy pojedzie pani ze mną?"
 
 
 
 
 
 
 
"Panna Konstancja uśmiechała się zagadkowo, ale nie wychodziła ze swego pudełka. Ludzi tymczasem ubywało spod sklepu, aż zostałam zupełnie sama. Co się z nimi stało? Jedni odeszli do domów, do pracy, inni wchodzili do wnętrza sklepu, kierowali się do pani w czarnym szalu i do pana z siwą bródką. Pan przyjmowal od nich pieniądze, pani wydawała białe, podłużne karteczki.
Opanowało mnie przerażenie. Kupują losy! A ja? Co będzie ze mną? Co się stanie z panną Konstancją? Teraz zrozumiałam, dlaczego mi nie odpowiadała. Chciała, abym kupiła los i wygrała ją. Inaczej nie mogła opuścić witryny ani  sklepu. Nie mogła pójść ze mną..."
 
 
 
"- Panno Konstancjo, co mam robić? Ludzie wykupują losy, a ja nie mam pieniędzy. Ach, prawda, mam na bilet do domu!
Wsunęłam się do sklepu. Pani w czarnym szalu podawała ludziom losy jak nic a nic nie warte kartki papieru.
- Proszę, proszę, proszę - mówiła znudzonym głosem.
Ominęłam ją. Podeszłam do pana z siwą bródką, bo wydawał mi się jakiś przyjemniejszy.
- Chciałam kupiś los - wyszeptałam nieśmiało.
- A pieniądze masz? - Mam.
Zza rękawiczki wysupłałam cienki banknocik.
Pan spojrzał na mnie surowo.
- Żartujesz sobie, moje dziecko. Gybyś miała dwa razy tyle i trzy razy tyle, jeszcze by ci nie starczyło na los. Czyś widziała nasz fant?
Wyszłam ze sklepu, nie oglądając się ani na pana, ani na panią. Na chwilę przystanęłam przed witryną, żeby pożegnać pannę Konstancję.
 
 
 
- Ja tu wrócę  - powiedziałam do niej. - I kupię los, i wygram cię, panno Konstancjo.
Uśmiechnęła się chyba.
- Poczekasz na mnie?
Zdawało mi się, że poruszyła rzęsami.
- Do widzenia!
Pognałam do dworca. (...)"

 
Autorce niestety nie udało się wygrać panny Konstancji. Gdy wreszcie z trudem zdobyła pieniądze i dotarła do miasteczka, loteria została już rozegrana... Lalkę wylosowała "dziwnym trafem" żona właściciela, więc chyba dziewczynka i tak nie miała żadnych szans na spełnienie swojego najpiękniejszego marzenia...
Lubię sobie wyobrażać, że różne koleje losu skierowały do mnie tę właśnie lalkę... Może nieuczciwi organizatorzy loterii wyemigrowali za uzyskane ze sprzedaży losów pieniądze do Ameryki, gdzie panna Konstancja przetrwała bezpiecznie II wojnę światową? Może przechodziła z rąk do rąk, aż ktoś wystawił ją na ebayu? Któż to wie?
 

 
 
 I jeszcze parę zdjęć lali bez ubrania, aby pokazać jej "antyczny" w kroju i wyglądzie, ale czy też autentyczny? korpus. Gdzieniegdzie musiałam go ponadklejać białą skórką, bo z pęknięć sypały się drobniutkie, wręcz "pylaste" trocinki. Ręce umocowałam na przeciągniętej prze tułów gumce, "zastopowanej" plastikowymi nakładkami i w guziczkami, w miejsce zesputych mosiężnych nitów. Nie jest to niestety mistrzostwo renowacji, ale nie czułam sie na siłach robić od nowa całego skórzanego korpusu. Zresztą - choć raczej mam nikłą nadzieję, że korpus pochodzi z tego samego czasu, co głowa - za biały i za czysty chyba na to, to jednak - kto wie? Cuda się zdarzają... Żal by mi go było wymieniać na inny, bo ma swój "klimat"...
 
 

 

 
 
Oczywiście - jeśli "ktokolwiek widział, ktokolwiek wie" coś bliższego o wieku i autentyczności lali - bardzo proszę o komentarze. :)