niedziela, 27 października 2013

"Pinokio" C.Collodi

W dzieciństwie bardzo  lubiłam zarówno książkę, jak i bajkę muzyczną o tym samym tytule.

 
 

Gdy w Empiku wypatrzyłam drewnianą figurkę, mającą kończyny i tułów zamocowane na sprężynach, co umożliwia jej pozowanie, zaraz mi przyszedł do głowy tytułowy bohater tej baśni. Dorobiłam jej nos, dokleiłam oczy, dorysowałam usta i brwi, no i uszyłam ubranko.
Dżepetta zrobiłam z lalka- staruszka z dość smutną miną. Jego siwe włosy przykryłam brudnożółtą wełną czesankową, gdyż tytułowy Dżepetto miał żółtą perukę, przez co wiejscy chłopcy przezywali go "Mamałygą".
Na przemianę we Dzieweczkę o Błękitnych Włosach, czyli dobrą Wróżkę już od dawna czekała kupiona na all laluszka ze słodką buzią. Wystarczyło dokleić jej rzęsy, uszyć białe ubranko i przymocować niebieską perukę.
Knotem został lalek "z minką", którego kupiłam na all jako uszkodzonego - miał potłuczone kończyny. I tak głowę musiałam przenieść na wyższy korpus, bo w książce ten chłopiec był wysoki i chudy.
Człowieczkiem, który zabierał chłopców do Krainy Zabawek został Dziadoszek, którego dostałam od Uli - jeszcze raz bardzo Ci dziękuję, kochana Uleńko! Jego wóz został zaprzęgnięty w mojego osiołka - ulubionego pluszaka z dzieciństwa, którym potem bawiły się też moje dzieci. Został szczęśliwie odnaleziony w składziku na podwórku, wyprany i wyszczotkowany.

Fotografie ilustrują parę scen z książki, przy czym pozwoliłam sobie na pewne odstępstwa od oryginału. :)

      ...Stary, samotny Dżepetto postanowił wystrugać z drewna czarodziejskiego pajaca, który by pokazywał różne sztuczki. Chciał z nim chodzić po świecie i w ten sposób zarabiać na kawałek chleba.

Wystrugany z drewna pajac uczy się chodzić:


Biedny Dżepetto nie miał pieniędzy na kupno elementarza dla swojego przybranego synka, dlatego pomimo panującego na dworze mrozu, sprzedał swój jedyny kaftan i kupił książkę, aby Pinokio mógł iść do szkoły.


Pinokio, wzruszony jego poświęceniem, rzucił mu się na szyję...



Niestety, niegrzeczny Pajac nie wytrwał w swoim dobrym postanowieniu. Sprzedał książkę za cenę biletu na przedstawienie marionetek, następnie zawarł znajomość ze złoczyńcami, co się źle dla niego skończyło - został przez nich powieszony na dębie.
Uratowała go Wróżka o Błękitnych Włosach. Wpółżywego zabrała do domu i troskliwie się nim zajęła.

Wróżka usiłuje namówić Pinokia do zażycia niesmacznego, ale koniecznego do wyzdrowienia lekarstwa:


 
 


Pinokio chciał zamienić się w prawdziwego chłopca, dlatego na polecenie Wróżki zaczął uczęszczać do szkoły i pilnie się uczyć. W przeddzień przemiany w człowieka, która miała być nagrodą za postępy w nauce i wzorowe zachowanie, spotkał swojego kolegę Knota, który wybierał się do Krainy Zabawek, gdzie wakacje trwają od 1 stycznia do 31 grudnia.



Knot namawiał go do wspólnej podróży, początkowo jednak pajacyk odmówił, gdyż nie chciał sprawić zawodu ukochanej Wróżce.


 
Później jednak zdecydował się na wyjazd do tej cudownej krainy, gdzie od rana do wieczora można było spędzać czas na zabawie.
 
Chłopcy czekają na wóz, którym mały i okrąglutki jegomość zabierze ich do Krainy Zabawy:
 
 
 
Powóz do Krainy Zabawek pojawił się dopiero koło północy. Ponieważ dla Pinokia zabrakło w nim miejsca, wskoczył na grzbiet ciągnącego pojazd osiołka.
 
 
 

 
 Po roku spędzonym na próżniactwie i samych rozrywkach w Krainie Zabawek, Pinokio zamienił się w osiołka. Gdy podczas występów w cyrku, do którego został sprzedany,  złamał nogę, miał zostać utopiony w morzu, a jego skóra miała być przerobiona na bęben. Uratowała go ponowna przemiana w drewnianego pajacyka, który został jednak połknięty przez wielkiego rekina. W jego brzuchu pajac spotkał starego Dżepetta, który po jego ucieczce z domu szukał go wytrwale po całym świecie. Podczas snu rekina udało im się uciec. Gdy dopłynęli do brzegu, Pinokio roztoczył troskliwą i czułą opiekę nad swym schorowanym, przybranym ojcem. W pocie czoła pracował jego utrzymanie. W końcu w nagrodę dobra Wróżka zamienia go w chłopca.
(Ostatnią fotografią dodam, jak znajdą odpowiedniego lalka ;)  )


piątek, 11 października 2013

razem spełnijmy marzenie

Na blogu Handmade Seszen http://handmade-artshop.blogspot.com/2013/10/wielka-prosba-razem-spenijmy-marzenie.html została umieszczona informacja:

Wielka prośba- razem spełnijmy marzenie

Drogie koleżanki blogowiczki, dzisiaj piszę do Was moje drogie, bo mam ogromną prośbę. Dzisiaj na stronie mojego miasta na fb znalazłam taką informację:
"27.10.2013 roku Oliwia kończy 6 lat. Jej największym marzeniem jest otrzymanie jak największej liczby kartek urodzinowych. Mała walczy z rakiem."
Kto tylko może niech zrobi dla niej kartę urodzinową. To tak niewiele dla nas, a dla tej dziewczynki tak dużo. Mała na pewno się ucieszy i możemy przyczynić się do spełnienia jej marzenia. Adres dziewczynki:



Oliwia Gandecka

ul. M.C. Skłodowskiej 11/26

65-001 Zielona Góra

czwartek, 10 października 2013

Saga Niezgódków c.d.

Początek tej historii już jakiś czas temu zaprezentowałam na końcu posta "Pan Kleks i Adaś Niezgódka z rodzinką", ale nie wiem, czy ktoś to zauważył, zresztą tamten post stał się już zbyt długi. Dlatego c.d. sagi o bohaterach "Pana Kleksa" postanowiłam przedstawić w nowym wpisie.
Marynarzyka pokazywałam kiedyś na Pingerze, jego zimne i jakby puste oczy skojarzyły mi się ze sztucznym człowiekiem zrobionym przez Pana Kleksa. Gdy udało mi się dokupić jego siostrę-bliźniaczkę w marynarskim stroju, nasunął mi się pomysł na wykorzystanie ich w tej baśni. :)

W Alamakocie Pan Kleks rozwija swoją działalność naukową w różnych dziedzinach, między innymi w kwestii produkcji na masową skalę Bąbli - człowiekopodobnych robotów do wszystkiego. Król Kwaternoster z królową Różą dalej władają państwem,  Dalia i Hotrensja żyją szczęśliwie u boku bliźniaków - ogrodników, mających wysokie stanowiska na dworze szwagra, a państwo Anemon i Multiflora Lewkonikowie cieszą się pomyślnością córek...
Alojzy Bąbel - niegdyś przyczyna zgryzot i kłopotów Pana Kleksa, obecnie (po odpowiednim uregulowaniu śrubek i trybików w głowie) dowód jego geniuszu- pełni w Alamakocie zaszczytną funkcję admirała floty.




Pewnego dnia Dalia i Hortensja zostają zaproszone do swojej siostry - królowej...
 
 
Nagle rozległy się odgłosy trąb i nadszedł Król Kwaternoster.

 
 
 
 



 



 





A oto portret Piwonii:

 
Królowa Róża energicznie przystąpiła do realizacji swojego pomysłu. Odwiedziła w laboratorium Pana Kleksa, który przyjął ją, nie przerywając prowadzenia swoich doświadczeń kleksycznych. Na szczęście właśnie otrzymana przez niego nowa substancja miała przepiękny różany zapach, który rozchodził się po całym pomieszczeniu.
 
 
 Róża poprosiła pana Ambrożego o skonstruowanie bliźniaczej siostry Alojzego Bąbla, zaprogramowanej przede wszystkim jako gosposia. Alojzyną Bąblówna mogłaby poprowadzić gospodarstwo Alojzego i Piwonii, wyręczając poetkę w nielubianych przez nią pracach domowych. Uczony odparł, że to zadanie dla niego zaszczyt. Obiecał, że niezwłocznie weźmie się do pracy.
 
 
Róża poprosiła pana Ambrożego o kolejna przysługę, a było nią zsyntetyzowanie kochalginy, którą można będzie podać Piwonii, aby zapałała uczuciem do Alojzego. Co do pana admirała, to przy najbliższym przeglądzie uczony powinien tak przestawić trybiki w jego głowie, aby zapragnął poślubić jej siostrę Piwonię.
 

Także i te polecenia Pan Kleks obiecał spełnić.
 
 
 
I rzeczywiście - w bardzo niedługim czasie została zaprezentowana światu Alojzyna Bąblówna - niezrównana domowa gosposia. Aby każdy wiedział, że to żeńska odmiana Alojzego - Pan Kleks ubrał ją w hybrydę stroju marynarskiego i ubrania gosposi.
 
 
 
Następnie uczony zabrał się za syntezę kochalginy.
 
 
 
Gdy skończył, była już późna noc.
 
 
Jako solidny naukowiec, pierwszą dozę postanowił przyjąć osobiście, aby na sobie sprawdzić, czy nie będzie żadnych nieprzyjemnych skutków ubocznych. Wiedział, że o tej porze nikt nie wchodzi do jego laboratorium, sądził więc, że zakochanie się mu nie grozi...
 
Nie wiedział jednak, że do Alamakoty przybyła właśnie Ada - bliźniacza siostra jego ulubionego ucznia Adasia Niezgódki. Młoda panna po nacieszeniu się swymi cudem odnalezionymi rodzicami przyjechała na tę baśniową wyspę, aby studiować pod kierunkiem pana Kleksa, gdyż droga naukowa była jej życiowym powołaniem. Ada weszła do laboratorium właśnie wtedy, gdy pan Ambroży opróżnił fiolkę z kochalginą...
 
 
 
Łatwo przewidzieć, co się wtedy stało... Ambroży Kleks w płomiennych słowach wyznał Adzie swą miłość i poprosił ją o rękę...
 
 
Ada - która znała pana Ambrożego z pełnych zachwytu opowiadań Adasia, nawet nie śmiała marzyć o takim wielkim szczęściu. Różnica wieku nie stanowiła dla niej przeszkody, tym bardziej, że Pan Kleks posiadł sekret wiecznej młodości. Z ochotą zgodziła się zostać jego żoną.
 
I tak wkrótce odbyły się dwa śluby. Piwonia wyszła za Alojzego Bąbla.
 
 
Jako romantyczka i marzycielka zaprojektowała dla siebie strój ślubny w dawnym stylu, z kilkumetrowym koronkowym welonem...
 
 
Natomiast Ada, której spieszno było zakończyć wszystkie ceremonie i zaszyć się wraz z mężem w laboratorium wśród odczynników, retort, kolb, cylindrów miarowych i probówek, wybrała skromną, płócienną sukienkę, która będzie mogła później służyć jako laboratoryjny fartuch. Do tego kupiła sobie biały kapelusz z piórami i woalką.
 
 
Do zdjęcia na prośbę męża obróciła go jednak tyłem do przodu, aby lepiej było widać jej twarz. Z kolei Pan Kleks na tę okazję zgodził się zmienić swój zwariowany kapelusz, z którym się nigdy nie rozstawał, na elegancki cylinder.
 
 
 
Na takim doniosłym wydarzeniu nie mogło zabraknąć państwa Niezgódków. Ta para naukowców wciąż podróżuje po różnych dalekich krajach, pomimo już bardzo zaawansowanego poważnego stanu Rezedy. Biedaczka wolałaby czasem zwolnić trochę tempo i wypocząć, ale trudno - wiedziała, że wychodzi za szalonego naukowca, dla którego najważniejsze jest poznawanie świata i jego tajemnic. Podczas robienia fotografii dwóm młodym parom, przyszli rodzice również postanowili uwiecznić się na zdjęciu:
 
 
 
 
c.d.n.
 
 

poniedziałek, 7 października 2013

"Malutka Czarownica" O.Preussler

Dzisiejszy wpis dedykuję Uli, która zrobiła mi ogromną niespodziankę. W paczce przyjechała do mnie ze Śląska przemiła para lalek: ruda porcelanka, którą prezentują poniżej oraz materiałowy dziadek, wyglądający jak z bajki "Pomysłowy Dobromir". Czy dla dziadka poszukam Dobromira, czy zatrudnię go w innej bajce - tego jeszcze nie wiem.
Za to mały Rudzielec idealnie pasuje mi do postaci Malutkiej Czarownicy.
Baśń tę dostałam pod choinkę wiele, wiele lat temu. Od razu ją przeczytałam i bardzo mi się spodobała.

 

Główna bohaterka, Malutka Czarownica, ma tylko 127 lat, a to, jak na czarownicę, jest jeszcze całkiem niewiele. Mieszka wygodnie w zaczarowanym, niewielkim i starym domku, stojącym w głębi lasu.
Posiada kruka o imieniu Abraksas, który jest bardzo mądry, potrafi mówić ludzkim głosem i często udziela swojej właścicielce wielu rozsądnych rad.. Malutka Czarownica pilnie uczy się zaklęć, aby zdać egzamin, stać się wreszcie dorosłą czarownicą i mieć prawo uczestniczyć w zlocie wiedźm na Blocksbergu. Ma na to rok. W ciągu tego czasu dzięki swoim magicznym umiejętnościom bohaterka książki pomaga wielu ludziom. W przeddzień nocy Walpurgi staje przed radą czarownic i zdaje śpiewająco test z czarów. To jednak nie wystarcza, aby dorosłe Baby Jagi przyjęły ją do swego grona...

Gdy przygotuję grono starszych koleżanek bohaterki, wpis zostanie uzupełniony. Na razie - pospiesznie przygotowana sesyjka. Malutka czarownica siedzi sobie przed swoim domkiem w towarzystwie Abraksasa, ulepionego przeze mnie z modeliny.  :)
Uleńko, bardzo, bardzo Ci dziękuję!!!!


wtorek, 1 października 2013

Milunia z koleżankami na jesiennym pikniku

Moja właścicielka jednak dotrzymała słowa i zabrała mnie na sesję plenerową. Ponieważ jesienne słoneczko przygrzewało, miał to być piknik w lesie.

Do towarzystwa dodała mi dwie nowe koleżanki - Malinkę i Jagódkę. Uznała, że skoro obie są takimi jak ja smutasami, to będziemy się dobrze dogadywać.

Malinka bardzo długo leżała owinięta w folię bąbelkową na dnie szafy i czekała na odnowienie, gdyż nasza pani  nie miała na nią żadnego pomysłu, a wręcz żałowała, że ją nabyła. Podobno przyjechała w straszliwie wypłowiałej piżamce, a do tego okazała się zbyt korpulentna i ciężka i nie przypadła początkowo naszej właścicielce do gustu. Ponieważ jednak świetnie nadawała się na towarzystwo dla mnie (jak ta nasza pani o mnie dba!), dostała czyste ubranko, różyczki we włosy i ładne buciki oraz szmacianą laleczkę.



Natomiast Jagódka to dość nowy nabytek. W podróży do nowego domu spotkało ja traumatyczne przeżycie - ktoś na poczcie musiał rzucić paczką tak mocno, że całkiem rozbiła sobie kolano.
Nasza właścicielka pozlepiała starannie stłuczona nóżkę, dała jej nową peruczkę i od nowa namalowała brwi. Wystroiła ją w sukienkę w weselszym kolorze niż ta fabryczna i dopasowane kolorystycznie butki. Jagódka również dostała malutką szmaciankę. Tak Jagódka prezentowała się na zdjęciach z aukcji:


 
A tak jest teraz:
 
 
A oto nasza czwórka na pikniku - opowiadamy sobie nasze historie i oczywiście popłakujemy ze wzruszenia. Tylko mała Malwinka w wózeczku nic z tego nie rozumie i cieszy się lasem i słońcem.