sobota, 21 grudnia 2013

Państwo Mikołajowie i świąteczne życzenia

Gdzieś na Biegunie Północnym, elfy i renifery uradziły, że w tym roku Mikołaj i jego żona też powinni dostać prezenty, bo coś im się przecież od życia należy... Pięknie opakowane podarki wygrzewającym się przy kominku staruszkom dostarczyła delegacja złożona z najmłodszej elfetki i najmłodszego reniferka...

Co Mikołajowie dostali pod choinkę? Przepiękny porcelanowy serwis, serwetę z motywem świątecznym oraz składany stolik. Teraz mogą raczyć się wyborną herbatą z pozłacanych filiżanek... :)




Mikołajowie to przebrani we własnoręcznie uszyte przeze mnie stroje staruszkowie z baśni o Śnieżynce, a elfetkę dostałam jakiś czas temu  w prezencie. Jest to bardzo starannie wykonana laleczka firmy Kystnissen z Norwegii. Dorobiłam jej tylko szalik i obszyłam białym futerkiem kamizelkę.

Ostatnio nawał obowiązków służbowych i problemów domowych spowodował, że nie zaglądam na bloggera, z trudem znalazłam czas, żeby zrobić Mikołajów. :)
Może po Nowym Roku będzie lepiej...

Z okazji Świat Bożego Narodzenia wszystkim Koleżankom- Lalkomaniaczkom oraz wszystkim Odwiedzającym i Obserwującym mojego bloga życzę Świąt jak z bajki, cudownych i wymarzonych prezentów oraz samych szczęśliwych dni w Nowym Roku, a jednocześnie dziękuję za wszystkie odwiedziny i przemiłe komentarze.

sobota, 16 listopada 2013

Panna Konstancja z "Przyjaciół mojego dzieciństwa" W Żółkiewskiej

 
Wymieniona w tytule książka, to zbiór kilku opowiadań, będących wspomnieniami z przypadającego na pierwszą wojnę światową i początek dwudziestolecia międzywojennego dzieciństwa Autorki.
Była ona dziewczynką obdarzoną bujną wyobraźnią, tak więc świat realny miesza się i przenika w tych historyjkach ze światem  marzeń, fantazji i baśni.
Pierwszy raz przeczytałam tę książkę będąc w szkole podstawowej. Na zawsze utkwiła mi w pamięci Panna Konstancja - lalka, będąca tytułową bohaterką opowiadania na końcu zbioru. Wielokrotnie wyobrażałam sobie, jak też mogła ona wyglądać i marzyłam, aby ją mieć.
 
 
Teraz, gdy kolekcjonuję porcelanowe lale, dołączyło się marzenie o posiadaniu autentycznej, sygnowanej lalki sprzed wielu, wielu lat, najlepiej - sprzed wojny.
Gdy na ebayu udało mi się taką pannę nabyć, oczywiste stało się, że właśnie ona będzie moją Panną Konstancją.
Lala posiada sygnaturę Heubach Köppelsdorf 275, tułów ma zrobiony ze skóry, a nogi od kolan - uszyte z materiału. Przyjechała do mnie bez oczu, włosów i ubrania, z urwaną jedną ręką. Wymyślenie dla niej stroju, zebranie wykrojów i materiałów oraz dodatków zajęło mi prawie rok. ;)
 
 

 
 Tak pisze o pannie Konstancji Autorka:
 
"Zobaczyłam ją po raz pierwszy w bardzo dziwnych okolicznościch. Wracałam właśnie od dentysty, pana Gelbarta, który obszedł się ze mną okrutnie. Na początku wizyty był dla mnie uprzedzająco grzeczny, co nie wróżyło nic dobrego.
-Ho, ho - pomyślałam, dygocąc ze strachu w głębokim dentystycznym fotelu - chyba mi będzie rwał ząb."
Po wyrwaniu zęba, obolała i nieszczęśliwa dziewczynka wlokła się wśród jesiennej szarugi błotnistymi ulicami miasteczka. Pociągiem miała wrócić do domu. Nagle ujrzała tłum ludzi obok jednej sklepowej witryny i dowiedziała się, że właśnie otworzono loterię fantową. Gdy przepchnęła się w końcu do samej szyby, ujrzała jedyny fant tej loterii - przepiękną lalkę.
 
"I wtedy właśnie po raz pierwszy ujrzałam pannę Konstancję. Nie nazywała się jeszcze tak, nie nazywała się jeszcze w ogóle, stała sobie tylko w dużym pudle w górnej części witryny sklepowej jako fant loterii.
Oniemiałam z zachwytu. Ludzie przepychali się, coś tam do siebie mówiąc, deptali mi po nogach, skrobali mi piety, zsuwali czapkę z głowy. Nic mnie to nie obchodziło. Nie odrywałam oczu od przepięknej lalki, wystawionej jako jedyny fant wielkiej loterii.
Nigdy w życiu nie widziałam nic równie pięknego. Królowała sama, bez dam dworu, bez paziów, bez sali tronowej i tronu, a robiła wrażenie, jakby to wszystko mogła wywołać jednym skinieniem małego palca.
Jak wyglądała ta najpiękniejsza na świecie lalka?
Och, nie była wcale kolorowa, tak jak wszystkie fanty na zwykłych loteriach. Jakby na przekór tym loteriom była cała biała. Miała białe futerko i taki sam kapturek, z białymi wstążkami pod brodą. Wstążki te były delikatne jak płatki róży, a jednocześnie połyskliwe jak promyki światła. Na białym, jedwabnym sznurku zwieszała się mufka obramowana przy otworach na ręce tą samą, tylko marszczoną wstążką."




 
"Nie zapięte na przodzie futerko odsłaniało białą, atłasową sukienkę, z przypiętymi białymi różami. Na nogach białe pończoszki i wysokie do połowy łydek safianowe trzewiki.
To wszystko byłoby piękne, ale nie najpiękniejsze, gdyby nie para srebrnych łyżew na nóżkach lalki."
 
 
"To wszystko byłoby piękne, ale nie najpiękniejsze, gdyby nie twarz lalki, okolona blond lokami, o czarnych jak smoła oczach pośrodku ciemnych rzęs.
Jakie ta lalka miała cudne spojrzenie! Jaki uśmiech!To niemożliwe, żeby była z porcelany! Ona musiała żyć, czuć, myśleć! Byłam tego pewna. Patrzyłam na nią zachłannie, z zachwytem, ze szczęściem, jakiego nigdy jeszcze nie doświadczyłam."
 
 
"- Dzień dobry - mówiłam do lalki - Jak ci na imię? Panna Konstancja, prawda? Czy umie pani jeździć na łyżwach, panno Konstancjo? Gdyby pani nie umiała, ja panią nauczę. Tu, niedaleko, pod miastem, mam świetną ślizgawkę. Gładziutką jak lustro. Będę panią prowadziła uważnie, pomału, aż się pani ośmieli i sama zacznie jeździć. Potem weźmiemy się za ręce i będziemy holendrować. A jeśli pani upadnie, podniosę panią, otrzepię futerko, umocuję łyżwy. Na mojej ślizgawce zawsze świeci słońce i jest na prawdę ładnie. Panno Konstancjo, czy pojedzie pani ze mną?"
 
 
 
 
 
 
 
"Panna Konstancja uśmiechała się zagadkowo, ale nie wychodziła ze swego pudełka. Ludzi tymczasem ubywało spod sklepu, aż zostałam zupełnie sama. Co się z nimi stało? Jedni odeszli do domów, do pracy, inni wchodzili do wnętrza sklepu, kierowali się do pani w czarnym szalu i do pana z siwą bródką. Pan przyjmowal od nich pieniądze, pani wydawała białe, podłużne karteczki.
Opanowało mnie przerażenie. Kupują losy! A ja? Co będzie ze mną? Co się stanie z panną Konstancją? Teraz zrozumiałam, dlaczego mi nie odpowiadała. Chciała, abym kupiła los i wygrała ją. Inaczej nie mogła opuścić witryny ani  sklepu. Nie mogła pójść ze mną..."
 
 
 
"- Panno Konstancjo, co mam robić? Ludzie wykupują losy, a ja nie mam pieniędzy. Ach, prawda, mam na bilet do domu!
Wsunęłam się do sklepu. Pani w czarnym szalu podawała ludziom losy jak nic a nic nie warte kartki papieru.
- Proszę, proszę, proszę - mówiła znudzonym głosem.
Ominęłam ją. Podeszłam do pana z siwą bródką, bo wydawał mi się jakiś przyjemniejszy.
- Chciałam kupiś los - wyszeptałam nieśmiało.
- A pieniądze masz? - Mam.
Zza rękawiczki wysupłałam cienki banknocik.
Pan spojrzał na mnie surowo.
- Żartujesz sobie, moje dziecko. Gybyś miała dwa razy tyle i trzy razy tyle, jeszcze by ci nie starczyło na los. Czyś widziała nasz fant?
Wyszłam ze sklepu, nie oglądając się ani na pana, ani na panią. Na chwilę przystanęłam przed witryną, żeby pożegnać pannę Konstancję.
 
 
 
- Ja tu wrócę  - powiedziałam do niej. - I kupię los, i wygram cię, panno Konstancjo.
Uśmiechnęła się chyba.
- Poczekasz na mnie?
Zdawało mi się, że poruszyła rzęsami.
- Do widzenia!
Pognałam do dworca. (...)"

 
Autorce niestety nie udało się wygrać panny Konstancji. Gdy wreszcie z trudem zdobyła pieniądze i dotarła do miasteczka, loteria została już rozegrana... Lalkę wylosowała "dziwnym trafem" żona właściciela, więc chyba dziewczynka i tak nie miała żadnych szans na spełnienie swojego najpiękniejszego marzenia...
Lubię sobie wyobrażać, że różne koleje losu skierowały do mnie tę właśnie lalkę... Może nieuczciwi organizatorzy loterii wyemigrowali za uzyskane ze sprzedaży losów pieniądze do Ameryki, gdzie panna Konstancja przetrwała bezpiecznie II wojnę światową? Może przechodziła z rąk do rąk, aż ktoś wystawił ją na ebayu? Któż to wie?
 

 
 
 I jeszcze parę zdjęć lali bez ubrania, aby pokazać jej "antyczny" w kroju i wyglądzie, ale czy też autentyczny? korpus. Gdzieniegdzie musiałam go ponadklejać białą skórką, bo z pęknięć sypały się drobniutkie, wręcz "pylaste" trocinki. Ręce umocowałam na przeciągniętej prze tułów gumce, "zastopowanej" plastikowymi nakładkami i w guziczkami, w miejsce zesputych mosiężnych nitów. Nie jest to niestety mistrzostwo renowacji, ale nie czułam sie na siłach robić od nowa całego skórzanego korpusu. Zresztą - choć raczej mam nikłą nadzieję, że korpus pochodzi z tego samego czasu, co głowa - za biały i za czysty chyba na to, to jednak - kto wie? Cuda się zdarzają... Żal by mi go było wymieniać na inny, bo ma swój "klimat"...
 
 

 

 
 
Oczywiście - jeśli "ktokolwiek widział, ktokolwiek wie" coś bliższego o wieku i autentyczności lali - bardzo proszę o komentarze. :)
 

niedziela, 27 października 2013

"Pinokio" C.Collodi

W dzieciństwie bardzo  lubiłam zarówno książkę, jak i bajkę muzyczną o tym samym tytule.

 
 

Gdy w Empiku wypatrzyłam drewnianą figurkę, mającą kończyny i tułów zamocowane na sprężynach, co umożliwia jej pozowanie, zaraz mi przyszedł do głowy tytułowy bohater tej baśni. Dorobiłam jej nos, dokleiłam oczy, dorysowałam usta i brwi, no i uszyłam ubranko.
Dżepetta zrobiłam z lalka- staruszka z dość smutną miną. Jego siwe włosy przykryłam brudnożółtą wełną czesankową, gdyż tytułowy Dżepetto miał żółtą perukę, przez co wiejscy chłopcy przezywali go "Mamałygą".
Na przemianę we Dzieweczkę o Błękitnych Włosach, czyli dobrą Wróżkę już od dawna czekała kupiona na all laluszka ze słodką buzią. Wystarczyło dokleić jej rzęsy, uszyć białe ubranko i przymocować niebieską perukę.
Knotem został lalek "z minką", którego kupiłam na all jako uszkodzonego - miał potłuczone kończyny. I tak głowę musiałam przenieść na wyższy korpus, bo w książce ten chłopiec był wysoki i chudy.
Człowieczkiem, który zabierał chłopców do Krainy Zabawek został Dziadoszek, którego dostałam od Uli - jeszcze raz bardzo Ci dziękuję, kochana Uleńko! Jego wóz został zaprzęgnięty w mojego osiołka - ulubionego pluszaka z dzieciństwa, którym potem bawiły się też moje dzieci. Został szczęśliwie odnaleziony w składziku na podwórku, wyprany i wyszczotkowany.

Fotografie ilustrują parę scen z książki, przy czym pozwoliłam sobie na pewne odstępstwa od oryginału. :)

      ...Stary, samotny Dżepetto postanowił wystrugać z drewna czarodziejskiego pajaca, który by pokazywał różne sztuczki. Chciał z nim chodzić po świecie i w ten sposób zarabiać na kawałek chleba.

Wystrugany z drewna pajac uczy się chodzić:


Biedny Dżepetto nie miał pieniędzy na kupno elementarza dla swojego przybranego synka, dlatego pomimo panującego na dworze mrozu, sprzedał swój jedyny kaftan i kupił książkę, aby Pinokio mógł iść do szkoły.


Pinokio, wzruszony jego poświęceniem, rzucił mu się na szyję...



Niestety, niegrzeczny Pajac nie wytrwał w swoim dobrym postanowieniu. Sprzedał książkę za cenę biletu na przedstawienie marionetek, następnie zawarł znajomość ze złoczyńcami, co się źle dla niego skończyło - został przez nich powieszony na dębie.
Uratowała go Wróżka o Błękitnych Włosach. Wpółżywego zabrała do domu i troskliwie się nim zajęła.

Wróżka usiłuje namówić Pinokia do zażycia niesmacznego, ale koniecznego do wyzdrowienia lekarstwa:


 
 


Pinokio chciał zamienić się w prawdziwego chłopca, dlatego na polecenie Wróżki zaczął uczęszczać do szkoły i pilnie się uczyć. W przeddzień przemiany w człowieka, która miała być nagrodą za postępy w nauce i wzorowe zachowanie, spotkał swojego kolegę Knota, który wybierał się do Krainy Zabawek, gdzie wakacje trwają od 1 stycznia do 31 grudnia.



Knot namawiał go do wspólnej podróży, początkowo jednak pajacyk odmówił, gdyż nie chciał sprawić zawodu ukochanej Wróżce.


 
Później jednak zdecydował się na wyjazd do tej cudownej krainy, gdzie od rana do wieczora można było spędzać czas na zabawie.
 
Chłopcy czekają na wóz, którym mały i okrąglutki jegomość zabierze ich do Krainy Zabawy:
 
 
 
Powóz do Krainy Zabawek pojawił się dopiero koło północy. Ponieważ dla Pinokia zabrakło w nim miejsca, wskoczył na grzbiet ciągnącego pojazd osiołka.
 
 
 

 
 Po roku spędzonym na próżniactwie i samych rozrywkach w Krainie Zabawek, Pinokio zamienił się w osiołka. Gdy podczas występów w cyrku, do którego został sprzedany,  złamał nogę, miał zostać utopiony w morzu, a jego skóra miała być przerobiona na bęben. Uratowała go ponowna przemiana w drewnianego pajacyka, który został jednak połknięty przez wielkiego rekina. W jego brzuchu pajac spotkał starego Dżepetta, który po jego ucieczce z domu szukał go wytrwale po całym świecie. Podczas snu rekina udało im się uciec. Gdy dopłynęli do brzegu, Pinokio roztoczył troskliwą i czułą opiekę nad swym schorowanym, przybranym ojcem. W pocie czoła pracował jego utrzymanie. W końcu w nagrodę dobra Wróżka zamienia go w chłopca.
(Ostatnią fotografią dodam, jak znajdą odpowiedniego lalka ;)  )


piątek, 11 października 2013

razem spełnijmy marzenie

Na blogu Handmade Seszen http://handmade-artshop.blogspot.com/2013/10/wielka-prosba-razem-spenijmy-marzenie.html została umieszczona informacja:

Wielka prośba- razem spełnijmy marzenie

Drogie koleżanki blogowiczki, dzisiaj piszę do Was moje drogie, bo mam ogromną prośbę. Dzisiaj na stronie mojego miasta na fb znalazłam taką informację:
"27.10.2013 roku Oliwia kończy 6 lat. Jej największym marzeniem jest otrzymanie jak największej liczby kartek urodzinowych. Mała walczy z rakiem."
Kto tylko może niech zrobi dla niej kartę urodzinową. To tak niewiele dla nas, a dla tej dziewczynki tak dużo. Mała na pewno się ucieszy i możemy przyczynić się do spełnienia jej marzenia. Adres dziewczynki:



Oliwia Gandecka

ul. M.C. Skłodowskiej 11/26

65-001 Zielona Góra

czwartek, 10 października 2013

Saga Niezgódków c.d.

Początek tej historii już jakiś czas temu zaprezentowałam na końcu posta "Pan Kleks i Adaś Niezgódka z rodzinką", ale nie wiem, czy ktoś to zauważył, zresztą tamten post stał się już zbyt długi. Dlatego c.d. sagi o bohaterach "Pana Kleksa" postanowiłam przedstawić w nowym wpisie.
Marynarzyka pokazywałam kiedyś na Pingerze, jego zimne i jakby puste oczy skojarzyły mi się ze sztucznym człowiekiem zrobionym przez Pana Kleksa. Gdy udało mi się dokupić jego siostrę-bliźniaczkę w marynarskim stroju, nasunął mi się pomysł na wykorzystanie ich w tej baśni. :)

W Alamakocie Pan Kleks rozwija swoją działalność naukową w różnych dziedzinach, między innymi w kwestii produkcji na masową skalę Bąbli - człowiekopodobnych robotów do wszystkiego. Król Kwaternoster z królową Różą dalej władają państwem,  Dalia i Hotrensja żyją szczęśliwie u boku bliźniaków - ogrodników, mających wysokie stanowiska na dworze szwagra, a państwo Anemon i Multiflora Lewkonikowie cieszą się pomyślnością córek...
Alojzy Bąbel - niegdyś przyczyna zgryzot i kłopotów Pana Kleksa, obecnie (po odpowiednim uregulowaniu śrubek i trybików w głowie) dowód jego geniuszu- pełni w Alamakocie zaszczytną funkcję admirała floty.




Pewnego dnia Dalia i Hortensja zostają zaproszone do swojej siostry - królowej...
 
 
Nagle rozległy się odgłosy trąb i nadszedł Król Kwaternoster.

 
 
 
 



 



 





A oto portret Piwonii:

 
Królowa Róża energicznie przystąpiła do realizacji swojego pomysłu. Odwiedziła w laboratorium Pana Kleksa, który przyjął ją, nie przerywając prowadzenia swoich doświadczeń kleksycznych. Na szczęście właśnie otrzymana przez niego nowa substancja miała przepiękny różany zapach, który rozchodził się po całym pomieszczeniu.
 
 
 Róża poprosiła pana Ambrożego o skonstruowanie bliźniaczej siostry Alojzego Bąbla, zaprogramowanej przede wszystkim jako gosposia. Alojzyną Bąblówna mogłaby poprowadzić gospodarstwo Alojzego i Piwonii, wyręczając poetkę w nielubianych przez nią pracach domowych. Uczony odparł, że to zadanie dla niego zaszczyt. Obiecał, że niezwłocznie weźmie się do pracy.
 
 
Róża poprosiła pana Ambrożego o kolejna przysługę, a było nią zsyntetyzowanie kochalginy, którą można będzie podać Piwonii, aby zapałała uczuciem do Alojzego. Co do pana admirała, to przy najbliższym przeglądzie uczony powinien tak przestawić trybiki w jego głowie, aby zapragnął poślubić jej siostrę Piwonię.
 

Także i te polecenia Pan Kleks obiecał spełnić.
 
 
 
I rzeczywiście - w bardzo niedługim czasie została zaprezentowana światu Alojzyna Bąblówna - niezrównana domowa gosposia. Aby każdy wiedział, że to żeńska odmiana Alojzego - Pan Kleks ubrał ją w hybrydę stroju marynarskiego i ubrania gosposi.
 
 
 
Następnie uczony zabrał się za syntezę kochalginy.
 
 
 
Gdy skończył, była już późna noc.
 
 
Jako solidny naukowiec, pierwszą dozę postanowił przyjąć osobiście, aby na sobie sprawdzić, czy nie będzie żadnych nieprzyjemnych skutków ubocznych. Wiedział, że o tej porze nikt nie wchodzi do jego laboratorium, sądził więc, że zakochanie się mu nie grozi...
 
Nie wiedział jednak, że do Alamakoty przybyła właśnie Ada - bliźniacza siostra jego ulubionego ucznia Adasia Niezgódki. Młoda panna po nacieszeniu się swymi cudem odnalezionymi rodzicami przyjechała na tę baśniową wyspę, aby studiować pod kierunkiem pana Kleksa, gdyż droga naukowa była jej życiowym powołaniem. Ada weszła do laboratorium właśnie wtedy, gdy pan Ambroży opróżnił fiolkę z kochalginą...
 
 
 
Łatwo przewidzieć, co się wtedy stało... Ambroży Kleks w płomiennych słowach wyznał Adzie swą miłość i poprosił ją o rękę...
 
 
Ada - która znała pana Ambrożego z pełnych zachwytu opowiadań Adasia, nawet nie śmiała marzyć o takim wielkim szczęściu. Różnica wieku nie stanowiła dla niej przeszkody, tym bardziej, że Pan Kleks posiadł sekret wiecznej młodości. Z ochotą zgodziła się zostać jego żoną.
 
I tak wkrótce odbyły się dwa śluby. Piwonia wyszła za Alojzego Bąbla.
 
 
Jako romantyczka i marzycielka zaprojektowała dla siebie strój ślubny w dawnym stylu, z kilkumetrowym koronkowym welonem...
 
 
Natomiast Ada, której spieszno było zakończyć wszystkie ceremonie i zaszyć się wraz z mężem w laboratorium wśród odczynników, retort, kolb, cylindrów miarowych i probówek, wybrała skromną, płócienną sukienkę, która będzie mogła później służyć jako laboratoryjny fartuch. Do tego kupiła sobie biały kapelusz z piórami i woalką.
 
 
Do zdjęcia na prośbę męża obróciła go jednak tyłem do przodu, aby lepiej było widać jej twarz. Z kolei Pan Kleks na tę okazję zgodził się zmienić swój zwariowany kapelusz, z którym się nigdy nie rozstawał, na elegancki cylinder.
 
 
 
Na takim doniosłym wydarzeniu nie mogło zabraknąć państwa Niezgódków. Ta para naukowców wciąż podróżuje po różnych dalekich krajach, pomimo już bardzo zaawansowanego poważnego stanu Rezedy. Biedaczka wolałaby czasem zwolnić trochę tempo i wypocząć, ale trudno - wiedziała, że wychodzi za szalonego naukowca, dla którego najważniejsze jest poznawanie świata i jego tajemnic. Podczas robienia fotografii dwóm młodym parom, przyszli rodzice również postanowili uwiecznić się na zdjęciu:
 
 
 
 
c.d.n.