wtorek, 13 listopada 2012

Jane i Adelka z powieści "Dziwne losy Jane Eyre"

Co prawda w tytule bloga jest napisane "Jadwisia w świecie baśni", ale... powieści w pewnym sensie też traktuję jak baśnie - tyle że dla dorosłych, szczególnie te, które mają szczęśliwe zakończenie... ;)

Lalkę, która została moją Jane Eyre, kupiłam jakiś czas temu na All. Aby mogła stać się moją ulubioną bohaterką, musiałam wymienić jej wig na ciemniejszy. "Ukradłam" więc perukę jakiejś porcelance, na która nie mam pomysłu i osadziłam tyłem do przodu, bo nie pasowała mi fabryczna grzywka.
Również na All udało mi się niedawno wylicytować czarną suknię, z której odprułam koronki, zastępując je gipiurowym kołnierzykiem i mankietami. Lala otrzymała ode mnie szerokaśną halkę ze sztywnego płócienka, wykończoną plisowaną szarą taśmą, czarną welurową pelerynę oraz nakrycie głowy zrobione ze starego słomkowego kapelusza córki. ;)  Po prostu wycięłam z niego tyle, ile potrzeba, zszyłam kształt mniej więcej zwykłym zszywaczem, a później obszyłam czarnym welurem i popielatymi dodatkami.

Adelka jest pewnego rodzaju hybrydką - autentyczna główka od Armand Marseile, w której udało mi sie na nowo osadzić fabryczne oczka wraz z "zamykającym" je mechanizmem plus nabyte na ebayu ciałko oraz wig. Prezentowałam ją jakiś czas temu na Pingerze.

Zdjęcia wykonałam dzisiaj na pobliskich łąkach, mając nadzieję, że gęsta mgła choć trochę upodobni je do scenerii z okolic Thornfield Hall.

Jane lubi samotne wędrówki po otaczających zamek Thornfield wrzosowiskach...
 
 
 
 
W takie właśnie mgliste popołudnie spotkała po raz pierwszy miłość swojego życia - pana Edwarda Rochestera.
 

Zimne wieczory najprzyjemniej spedzać przy ciepłym kominku z ciekawą lekturą i bawiącą się obok Adelką.


A taki portret powiesił sobie zapewne pan Rochester po tym, jak Jane pospiesznie i w tajemnicy opuściła jego zamek.

Niedawno na All wpadł mi w oko pewien Szkaradek... Tkwił i tkwił, nikt go nie chciał i czekał chyba właśnie na mnie i na moją Jane... ;) Kliknęłam, kupiłam i po niedługim czasie do mnie przyjechał. Zgodnie z opisem nie dość, że baaardzo szkaradkowaty, to jeszcze brudny jak nieszczęście.

Korpus zostawiłam na razie w spokoju i zabrałam się za łeb. Najpierw wyszorowałam szczotką, a następnie za pomocą glinki samoutwardzalnej dokonałam operacji plastycznej mającej przekształcić klaunowaty nochal na normalny nos. Później było malowanie farbami akrylowymi, a na koniec - walka z paskudnym petem w kąciku ust. Nijak nie dało się go usunąć, więc dokleiłam cygaro. Głowę przytwierdziałam do jakiegoś wolnego korpusa, częściowo zapożyczyłam od innego lalka, a częściowo uszyłam ubranie, wynalazłam odpowiedniego wiga i już pan Rochester mógł wybrać się na sesję zdjęciową. Ponieważ dziś nie było mgły, stworzyłam ją graficznie. Było zimno i mokro, "dyżurny" koń nie chciał wozić na grzbiecie takiego ciężaru, ale coś tam jednak udało mi się pstryknąć... :)
 
Nie zarejstrowałam samego wypadku, kiedy to pan Rochester spada z konia, gdyż trawa była zbyt mokra na takie eksperymenty... :) Za to widać jak Jane pomaga dosiąść ponownie wierzchowca...

 

 

3 komentarze:

  1. Fantastyczna robota!
    Lalka jest śliczna, a nakrycie głowy to mistrzostwo! Zastanawiałam się jakim cudem wyszło tak równiuteńko no i odpowiedź znalazłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki, Madziu! Aż żałuję, że nie mam więcej dziecinnych kapeluszy do pocięcia, fajnie się zmniejsza takim sposobem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękne fotografie! a Adelka wygląda bardzo ładnie, nie poznałabym, że jest hybrydką :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń